
mój super sexy kolega
15:46:56
stary
15:46:57
ostatnio
15:47:01
po weekendzie nie walenia
15:47:06
zwaliłem w kiblu
15:47:09
musiałem stawać na klopa
15:47:12
i szorować sufit
zlewon
15:47:17
:D
mój super sexy kolega
15:47:21
żeby nikomu stalaktyt na łeb nie spadł
15:47:33
stary
zlewon
15:47:34
ja pierdole
mój super sexy kolega
15:47:35
wyobraź sobie
zlewon
15:47:36
fugi na suficie
15:47:37
ze zrzuty
Chuja ma to wspólnego z muzyką (ale i tak nie mogłem się oprzeć żęby tu to wkleić), może poza faktem że też miałem ochotę fugować sufit po pierwszym kontakcie z tą płytą. Pewnie jesteś upośledzony i znasz tylko podstawy języka polskiego, więc powtórzę to co napisałem powyżej. No wave'owa królowa Lydia Lunch przy współpracy z legendarnym Rowlandem S. Howardem stworzyła płytę zupełnie inną od reszty jej twórczości. Powrót do korzeni gitarowego grania. Masa wpływów od post-punka, rocka lat 70-tych po oldschool'owego goth rocka. Jest mrocznie, homoerotycznie, mesmeryzująco i chce się przy tym targać kokota na zdjęcia Justina Biebera (tylko w wersji 800% wolniejszej). Nie wiem jakim sposobem ominąłem "Shotgun Wedding", bo można go spokojnie postawić obok dorobku Joy Division czy tam innego Sonic Youth. Jest sexy.
Lydia Lunch & Rowland S. Howard - Shotgun Wedding